niedziela, 27 października 2013

Nie potrafię już kochać? ~wikra;*

Weszłam do Studio 21. Od razu uderzyły we mnie dźwięki rozmaitych melodii. Pod salą zauważyłam Leona. Chłopak uśmiechnął się i podszedł do mnie. Pocałował mnie w policzek, a ja się sztucznie uśmiechnęłam. Od pewnego czasu tak się właśnie uśmiecham. Cały czas jestem przygnębiona, ale nie chcę słuchać tych wszystkich pytań, czy wszystko dobrze. Nie, nie jest dobrze! Nie kocham mojego chłopaka! Jeszcze niedawno nie mogłam wybrać pomiędzy Leonem a Diego. Teraz, gdy wybrałam Leona, okazuje się, że go nie kocham. A Diego? Jego też nie kocham. Na widok żadnego z nich, serce nie bije mi szybciej, nie czuję motylków w brzuchu. Nic nie czuję...
Zajęcia Angie to jedna z luźniejszych lekcji. Zazwyczaj śpiewamy lub po prostu rozmawiamy. Na tej lekcji akurat nauczycielka dobierała nas w pary do zaśpiewania piosenek. Tak bardzo chciałam być z jakąś dziewczyną. Piosenkę o przyjaźni zaśpiewała bym z łatwością.
Wyszłam z sali na przerwę. Moja genialna ciocia zechciała mnie uszczęśliwić i dała mi jako partnera Diego. On jest nadal we mnie zakochany, choć jestem z Leonem. Pewnie będzie próbował do mnie wrócić.
Chłopak do mnie podbiegł. Złapał mnie za nadgarstek, a ja się ponownie sztucznie uśmiechnęłam. Razem poszliśmy do sali na próbę. On zaczął grać Yo soy asi. Chyba myślał, że mnie to jakoś ruszy i do niego wrócę. Gdybym cokolwiek czuła do chłopaka, to prawdopodobnie by tak było, gdyż śpiewał patrząc prosto w moje oczy. Jego głos brzmiał tak prawdziwie. Na jego twarzy widziało szczęście? Nie wiem. Nie potrafię rozróżnić uczuć u ludzi. Wiem, że jak ktoś płacze, to prawdopodobnie jest smutny. Ale Diego nie płakał. Uśmiechał się i patrzył na mnie, jakby marzył o tym, by mnie pocałować. Kiedy skończył śpiewać podszedł do mnie i objął w pasie. Spytał się, czy pasuje mi ta piosenka na nasz duet. Odpowiedziałam, że tak, bo co innego mogłam powiedzieć? Chłopakowi zapiszczał telefon. Spojrzał na wyświetlacz i oznajmił mi, że musi już iść. Wychodząc z sali puścił mi oczko. Normalnie sikam...
Tydzień później nic się nie zmieniło. Nadal nie czułam nic do Leona, ani do Diego. Tego dnia mieliśmy prezentować nasze piosenki na zajęcia Angie. Francesca i Marco śpiewali "We can". Podczas ich występu miałam ochotę zwrócić. Cały czas patrzyli się na siebie słodko i trzymali za ręce. Po nich występowała Camila z Maxim. Śpiewali jakąś piosenkę o przyjaźni, więc nie było tak źle. Tylko Naty patrzyła na chłopaka zazdrosna. Niby nie są razem, ale ona wciąż coś do niego czuje. W końcu weszłam na scenę z Diego. Usłyszałam pierwsze dźwięki piosenki, której szczerze nienawidziłam. Gdy tylko ją słyszałam myślałam o Diego i tych jego podchodach, by być ze mną. Jakby nie mógł zrozumieć, że go nie kocham.
Leon patrzył na nas zdenerwowany. Pewnie myślał, że Diego mnie pocałuje, czy coś w tym stylu. Powinnam z nim zerwać. Przecież go również nie kocham. Dlaczego więc wciąż z nim jestem?
Gdy piosenka się skończyła zeszłam ze sceny. Angie zaczęła mówić co jej się podobało, a co powinniśmy jeszcze dopracować. Uznała, że za słabo się wczułam w piosenkę.
Po zajęciach wracałam do domu z Fran. Ona cały czas mówiła o Marco. Chyba z dziesięć razy usłyszałam, że jest on idealny. Monolog włoszki przerwał jej telefon. Gdy skończyła rozmowę powiedziała mi, że musimy iść na lotnisko. Niechętnie udałam się tam razem z nią. Pytałam parę razy, po co tam przyszłyśmy, ale ona się tylko uśmiechała i mówiła, że to niespodzianka. Nienawidzę niespodzianek.
Po długim czekaniu usłyszałam krzyk Camili, która przyszła tam razem z Leonem, Maxim i Natą. Krzyknęła, że on już idzie. Kto idzie? Najwyraźniej tylko ja nie wiedziałam, kto miał się tu zjawić. Wszyscy pobiegli w kierunku, do którego stałam plecami. Nie miałam zamiaru się odwracać.
Usłyszałam, że ktoś wymawia moje imię. Głos był mi znajomy, ale nie potrafiłam go zidentyfikować. Ktoś złapał mnie za ramię i gwałtownie odwrócił w swoją stronę.
Pierwszy raz od dawna szczerze się uśmiechnęłam, miałam motylki w brzuchu i poczułam coś magicznego...
- Tęskniłam za tobą- powiedziałam z trudem, gdyż w gardle miałam ogromną gulę.
Tomas nic nie odpowiedział. Uśmiechnął się i mnie pocałował. Wtedy byłam pewna, że jednak potrafię kochać. To właśnie Tomasa kocham...


~~~~~~~~~~~~~
Wiem, że w kolejce nie było Tomaletty, ale tak jakoś wyszło :)
Następne będę już pisała w kolejności wypisanej w poprzednim poście.
Mam nadzieję, że one shot się spodobał, następny za dzień, może dwa, w zależności, jak będzie z moją weną :)

piątek, 25 października 2013

Taki tam pościk organizacyjny

No więc...
Przepraszam za długą nieobecność. Mam trochę mało czasu. Bardziej zajmuję się drugim blogiem, ale tam będzie niedługo tygodniowa przerwa, więc postaram się wtedy coś tu napisać ;)
Następne one shoty będą o:
Naxi
Marcesce
Pabletta
Cami&Andres
Fedeletta

Trochę tego dużo, więc postanowiłam, że dodam jeszcze jedną os. do pomagania przy blogu. Jak ktoś byłby chętny, to piszcie w komentarzach :)
Edit: Pierwsza będzie prawdopodobnie Pabletta, gdyż mam na nich pomysł :)

piątek, 11 października 2013

ON ~wikra;*

Jęknęłam. Uderzył dokładnie w to samo miejsce, co wczoraj. Ból przeszedł przez moje ciało. Kolejny cios. Tym razem w głowę.
- Proszę, przestań- szepnęłam skulona w kącie, chroniąc się przed nim.
Kopnął mnie w brzuch i odszedł parę kroków. Pomyślałam, że jestem bezpieczna, więc podniosłam głowę.
- Następnym razem będziesz pamiętała, by posolić zupę.
Odszedł. Wstałam i drżącą ręką otworzyłam szafkę. Wyjęłam zmiotkę i szufelkę. Zamiatając szkło z rozbitej szklanki myślałam o moim życiu.
Jestem żoną potwora. Bije mnie, krzyczy, gwałci... Zostawiłam dla niego przyjaciół, rodzinę, a on po ślubie się zmienił. Nie jest już taki czuły i kochany jak dawniej.
Usłyszałam trzaśnięcie drzwi. Szybko wyrzuciłam odłamki szkła do kosza i podbiegłam do okna. Mój mąż odjechał gdzieś samochodem. Poszłam do łazienki i obmyłam rany. Wyglądałam strasznie. Moje ciało było posiniaczone i podrapane. Gdy wychodziłam na zakupy przykrywałam się długimi ubraniami. Rzadko wychodziłam z domu. Najbliższy sklep był pięć kilometrów od domu. Mieszkaliśmy na odludziu. Nasz syn chodził do szkoły osiem kilometrów stąd. ON czasami go podwoził, ale zazwyczaj mały musiał iść pieszo. Nie mogłam go pilnować. Nigdy nie wiedziałam, czy mój synek wróci do domu.
Przebrałam się w ubrania, na których nie było świeżych śladów krwi i zaczęłam sprzątać. ON, gdy wraca lubi mieć pożądek. Gdy jest brudno, bije mnie.
Usłyszałam, jak drzwi się otwierają. Do domu wszedł mały Leon. Pocałował mnie w policzek.
- Tatuś znów cię bił?- spytał smutnym głosem widząc nową ranę na czole.
- Nie. Dzisiaj nie- skłamałam.
Dałam Leosiowi obiad i wróciłam do sprzątania.
-,-
Gdy Leon zasnął poszłam do salonu. Otworzyłam okno i wystawiłam przez nie głowę. Potrzebowałam świeżego powietrza. Byłam wykończona. Gdy zobaczyłam światła samochodu szybko zamknęłam okno i zagotowałam wodę na kawę. ON wszedł do domu trzaskając drzwiami. Podałam mu gorącą kawę. ON tylko spojrzał na mnie krytycznie i zaczął pić gorący napój.
Poszłam wtedy do naszej sypialni.
Ściany pomieszczenia były beżowe. Na środku pokoju stało jednoosobowe łóżko. Pod ścianą leżał materac przeznaczony dla mnie. Gdy miał na to ochotę, pozwalał mi być na łóżku, ale po musiałam wracać na materac.
Otworzyłam starą, masywną szafę i wyjęłam z niej koszulę nocną i poszłam się przebrać.
-,-
O świcie wstałam obolała z materaca. Wzięłam szybki prysznic i poszłam do kuchni zrobić śniadanie. Chwilę później przyszedł mój synek.
- Mamo, źle się czuję- powiedział ochrypiałym głosem.
Przeraziłam się. Gdy Leon był kiedyś chory, to i tak ON kazał mu iść do szkoły. Jechał na małym autem, by się upewnić, że na pewno dojdzie do szkoły. To było straszne. Leon potem opowiadał, że nauczycielka dzwoniła do jego taty, ale on nie przyjechał. Do mnie nie dzwoniła, gdyż ON zabrał mi telefon. Bał się, że się z kimś skontaktuję.
Do pokoju wszedł ON. Bez słowa zaczął jeść przygotowane przeze mnie śniadanie. Wymieniłam z synkiem porozumiewawcze spojrzenia. Leon wycofał się do pokoju.
- On jeszcze nie w szkole?- spytał ON wskazując na Leona.
- Jest chory, zostaje w domu- powiedziałam.
ON wstał i podszedł do mnie.
- Pójdzie do szkoły, czy tego chcesz czy nie- syknął.
- Nie- powiedziałam.
Pierwszy raz się mu postawiłam. To wspaniałe uczucie, ale wiedziałam, że spotka mnie za to kara...
-,-
Otworzyłam lekko prawe oko, które mnie nie bolało. Widziałam jak ON trzymając Leona za koszulkę ciągnął go w stronę wyjścia. Mały mnie wolał, ale nie miałam sił, by wstać. Podniosłam tylko delikatnie dłoń, która zaraz potem opadła na zimną podłogę.
-,-
Po około dwóch godzinach udało mi się wstać. ON jeszcze nie wrócił. Usiadłam na krześle i spojrzałam na kałużę krwi na ziemi.
Muszę coś z tym zrobić, pomyślałam, nie możemy tak żyć...
-,-
Leon wrócił do szkoły. Kaszlał i był cały blady. Zaraz za nim wszedł ON.
Zjadł obiad, a potem wyszedł z kuchni.
Usiadłam obok Leonka leżącego na kanapie. Pogłaskałam go po głowie.
-,-
Usłyszałam jak ON wychodzi z domu. Drzwi się zatrzasnęły, ale nie usłyszałam, by zamknął dom. Podeszłam, najciszej jak potrafiłam, do okna. Odjechał. Z bijącym sercem pociągnęłam za klamkę. Może to dziś uda nam się uciec?
Drzwi się otworzyły. Szybko pobiegłam do Leona śpiącego w salonie. Wzięłam go na ręce i wyszłam z domu.
Co pewien czas się odwracałam. Zdawało mi się, że ON idzie za nami. Bałam się o siebie i swojego synka. Nie chciałam tak żyć.
-,-
Wraz z synkiem na rękach doszłam do jakiejś wsi. We wszystkich domach były zgaszone światła, prócz jednego. Zapukałam delikatnie do drzwi tego domu. Po chwili otworzył je mężczyzna o ciemnych włosach i oczach.
- W czym mogę pomóc?- spytał ciepłym głosem.
-,-
Dziesięć lat później
- Obiad- krzyknęłam.
Do jadalni wszedł szesnastoletni Leon, sześcioletnia Francesca i mój nowy mąż.
Mężczyzna pocałował mnie w policzek i zasiadł z nami do stołu.
- Jutro przyjeżdża twój tata- poinformował mnie Tomas.
- A któly?- spytała Francesca.
- Mam tylko jednego tatę, Germana- odpowiedziałam z uśmiechem.
Podczas obiadu myślałam o moim życiu. Mężczyzna, który mi pomógł dziesięć lat temu to Tomas, mój teraźniejszy mąż. Francesca to nasza córka. Leon jest już starszy i świetnie dogaduje się z ojczymem. Tworzymy wspaniałą rodzinę, a mojego byłego męża nie widziałam od rozprawy rozwodowej.
Można powiedzieć, że los się w końcu do mnie uśmiechnął.






One shot o Tomaletcie specjalnie dla Pycia;* jest w nim mało Tomasa, ale nie miałam weny na coś o nim :)
Specjalnie nie podawałam imienia pierwszego męża Violetty, by kogoś nie obrazić. Np. gdyby to był Braco, to fanki Braco by się obraziły.
Następny będzie o Pabletcie ;)

środa, 25 września 2013

Co teraz?

-Moja mała Nessie.- powiedziała Ludmiła, gładząc okrągły brzuszek. 
-Raczej, mała Natalie.- poprawiłem ją uśmiechnięty. Zaczęliśmy rozmawiać o imieniu dla dziecka. W końcu zgodziłem się na Nessie. Ludmi wstała z fotela. Poszła do kuchni. Ale mam piękną narzeczoną. Nagle ktoś zapukał do drzwi.- Otworzę!- krzyknąłem. Podszedłem do drzwi. Stał w nich Tomas.
-Zostaw Ludmiłę! Ona jest moja!- krzyczał Tomas. Ludmiła wyszła z kuchni. Wyrwał się i popędził do niej. Dziewczyna nie mogła biegać, ale nie chciała widzieć się z nim. Podbiegłem do niej i popchnąłem Tomasa. Wpadł na drzwi. Moja ukochana zaczęła krzyczeć.
-Fede! Ja rodzę!- krzyczała. Nie wiedziałem co robić. Tomas wstał. Chciałem wyciągnąć komórkę i dzwonić na pogotowie.Walnąłem Tomasa lampą. Zemdlał. Szybkim ruchem wybrałem numer na pogotowie. To działo się tak szybko. Jakiś facet wszedł do pokoju. Za nim kobieta. Wzięli Ludmiłę. Karetka stała pod aprtamentowcem.. Wywaliłem Tomasa z mieszkania i pojechałem w karetce do szpitala. W szpitalu, Ludmiła miała mieć cesarskie cięcie. Stresowałem się. Co będzie jak jej się coś stanie? Nie mogę bez niej żyć. W korytarzu zauważyłem Violettę, Francescę i Camilę.
-Będzie dzidziuś?- spytała Camila. 
-Tak- odparłem. We czworo usiedliśmy przy sali. Po kilku godzinach podziwialiśmy małą Nessie. Miała twarzyczkę Ludmiły. Usiadłem przy ukochanej. Trzymała słodką dziewczynkę. 
-Piękna, prawda?- spytała. 
-Tak, śliczna.- powiedziałem uśmiechnięty.

Sorry dziś taki krótki :) Nie mam pomysłów! 

poniedziałek, 23 września 2013

Nie ~wikra;*


Dlaczego ja muszę mieć same upadki?
Byłam z Diego, ale dowiedziałam się o jego i Ludmily planie. Nie słuchałam jego wyjaśnień. Przyjaciele uważają, że nigdy nie słucham, ale to nie prawda. Potrafiłam słuchać, będąc jeszcze z Leonem, którego nadal kocham. Tak, kocham go. Ale jest już za późno. Jest cholernie późno. Leon niedługo się bierze ślub z Larą. Są chyba w Madrycie.
Spojrzałam na telefon. Jest po ósmej. Znowu spóźniłam się do Studio. Teraz tam uczę. Wzięłam torebkę i wyszłam z mojego mieszkania.
Przez całą drogę myślałam o Leonie. Kocham go! Wciąż uważam, że powinniśmy być razem, tak jak parę lat temu. W naszym związku z czasów szkolnych mieliśmy wiele kłótni i problemów, wzlotów i upadków. Byłam niezdecydowana i dziecinna. Teraz dorosłam. Wiem, że nie można błagać o miłość, więc pogodziłam się z tym, że nigdy nie będę z Leonem. Może nie do końca, ale się staram.
Weszłam do sali, gdzie miałam mieć zajęcia. Stał tam Diego i pilnował uczniów. Gdy mnie zobaczył uśmiech pojawił się na jego twarzy.
- Ostatni raz ci ich przypilnowałem.
- Dziękuje, nie wiem co bym bez ciebie zrobiła.
Przytuliłam mężczyznę, a on szepnął mi do ucha te dwa słowa. Dwa słowa, które tak bardzo chciałam usłyszeć od Leona.
Diego wyszedł, a ja zaczęłam prowadzić lekcję.
Po zajęciach poszłam do gabinetu dyrektora, którym jest Diego. Jak zawsze otworzyłam drzwi bez pukania. Ku mojemu zdziwieniu naprzeciwko Diego siedział ON- Leon.
Szybko wybiegłam ze szkoły i usiadłam na ławce zszokowana.
Wrócił po tylu latach. Dla mnie? Nie. Może chciał tutaj wsiąść ślub z Larą? Chciał zobaczyć przyjaciół? Pewnie to wszystko, oprócz wrócenia do mnie. Chociaż warto mieć nadzieję.
Przeklnęłam w myślach swoje życie.
W mojej głowie wszystkie myśli krążyły wokół Leona. Dlaczego ja go tak kocham? Wolałabym być z Diego, ale na to też jest za późno. On już też nie chce ze mną być, a poza tym nie kocham go. Diego jest moim najlepszym przyjacielem.
Dyrektor Studio usiadł obok obejmując mnie. Wtuliłam się w mężczyznę.
Przypomniały mi się czasy mojej nauki w Studio.
- Co on tu robi?- spytałam łamiącym się głosem.
- Szuka pracy. I odpowiedź na twoje kolejne pytanie, tak jest z Larą.
To tak boli! Miłość mojego życia jest z kimś innym.
W tym momencie poczułam coś dziwnego. A jeśli Leon przyjechał tu, by wyznać mi uczucia? Nadal mnie kocha?
Dlaczego jest z Larą? To nie jest bezsensu.
Następnego dnia jak zawsze poszłam do pracy. Moja czerwona sukienka powiewała na wietrze, a czarne koturny stukały o podłogę w szkole. Kąciki pomalowanych na czerwono warg cały czas były w górze.
Jest taki piękny dzień! Mam ochotę tańczyć, śpiewać, czuję, że mogę zrobić wszystko!
Weszłam do sali, gdzie miałam mieć zaraz zajęcia. Stał tam on- Leon.
Uśmiechnęłam się.
- Cześć. Możemy porozmawiać?- w moim głosie słyszałam szczęście, radość, że wreszcie będę z Leonem bez żadnych przeszkód.
Leon spojrzał na mnie krytycznym wzrokiem. Trochę się przestraszyłam. Kąciki ust mi lekko opadły, ale wciąż byłam uśmiechnięta.
- Nie- zamrugałam dwa razy.
- Cco?- wydusiłam.
Przesłyszałam się? Tak napewno. Leon się zgodził i czeka, aż powiem o co chodzi.
- Nie. Nie mamy o czym rozmawiać.
Leon wyszedł z sali, lekko mnie potrącając.
Moje serce rozpadło się na milion kawałków. Wciąż nie potrafiłam zrozumieć, co się przed chwilą stało.
Do sali wszedł Diego.
- Wow, Violetta, wyglądasz...
Spojrzałam na chłopaka ze łzami w oczach. Diego podszedł do mnie i mocno przytulił.
- Nie myśl o nim- szepnął.
Przez te wszystkie lata, kiedy Leon miał mnie głęboko w... nosie, Diego był przy mnie. Opiekował się, pocieszał i... był. Po prostu był. Myślałam, że się mną bawił. Miał ten swój plan z Ludmilą. A on był.
Jak ja mogłam tego nie zauważyć?
Spojrzałam na twarz Diego, który w dalszym ciągu mnie obejmował.
- Co on ci zrobił?- spytał, gdy zobaczył, że przestałam płakać.
- Uświadomił mi, kogo naprawdę kocham.
Nie czekając, aż Diego coś powie pocałowałam go.




Następny już piszę. Specjalnie na życzenie Pycia;* będzie o Tomasie i Vilu :)
Ten miał być o leonie i Violi, ale coś mi nie wyszło ;) nie wiem jak wy, ale ja uważam, że Violetta nie zasługuje na Leona. Nie lubię Violetty jako postaci. Denerwuje mnie to jej niezdecydowanie: Tomas, Leon Diego...
Dobra, koniec. O kim chcecie po Tomasie i Vilu?

Oboje wreszcie szczęśliwi...

Walizki czekały w salonie. Leon razem z Marco, zanieśli je do samochodu. Violetta przytuliła mnie. Od rana nie widziałam Federica. Ludmiła! Federico dla ciebie nie istnieje! Wypiłam do końca kawę, dojadłam naleśnika i ruszyliśmy na lotnisko. Moja duża limuzyna pomieściła nas wszystkich. Camila usiadła obok mnie. Dojechaliśmy na lotnisko. Federico nie przyjechał. Zapomniał... Walizki zapakowano. Stałam żegnając się z przyjaciółmi.
-Obiecaj, że nas odwiedzisz.- odparła Fran ze łzami w oczach. 
-Obiecuję.- powiedziałam. Trudno mi było stąd wyjeżdżać. Fede mówił, że mnie kocha, a teraz co? Nie przyjechał się pożegnać. Może to moja wina? Nie! Weszłam do samolotu. Wszyscy mi machali. Czułam, że czegoś zapomniałam. Usiadłam wygodnie i czekałam na start, machając przyjaciołom. 

Tymczasem...

Wybiegłem z restauracji, najszybciej jak mogłem. Pojechałem prosto na lotnisko. Dojechałem w 10 minut. Spotkałem tam wszystkich znajomych oprócz pięknej blondynki, którą kochałem całym sercem.
-Spóźniłeś się.- dobiegł mnie jakiś szept. Głos Ludmiły słyszałem w głowie.
-Uwaga! Samolot lecący z Buenos Aires do Nowego Jorku, właśnie wystartował!- kiedy to usłyszałem, chciałem wbiec do tego samolotu, póki jeszcze był na pasie, jednak patrzyłem tylko jak wzbija się w powietrze. Znowu usłyszałem piosenkę. Popełniłem błąd. Chciałbym go naprawić. Poczułem jak ktoś dotknął mojego ramienia. Pewnie Flora znowu się czegoś czepia. Odwróciłem się. Blond piękność, stała przede mną.
-Nie mogłam wyjechać bez ciebie.- powiedziała. Uśmiechnęliśmy się i spojrzeliśmy sobie w oczy. Złączyliśmy usta w namiętnym pocałunku. Oboje wróciliśmy do spokojnego i ciepłego miasteczka, Buenos Aires. Wynajęliśmy mieszkanie. Blondynka sprowadziła swoje rzeczy. 

 Kilka lat później...

Ludmiła zaszła w ciąże. Federico nie zostawił jej. Czekali na małego bobo, gdy wrócił on...

Happy End! Jak ma się nazywać mały? Może najpierw powinnam spytać, jakiej ma być płci? :)


niedziela, 22 września 2013

Idealny dzień na ślub ~wikra;*

- W słoneczny dzień, gdy na niebie nie będzie żadnej chmurki. 20 lub 25 stopni. Ołtarz w ogrodzie pod tym dużym, starym drzewem...
- Kochanie wiem, mówiłaś mi to z tysiąc razy- przerwałem ukochanej.
- Ja po prostu chcę, by nasz ślub był idealny- powiedziała siadając mi na kolanach.
- Będzie idealny- pocałowałem ją w czoło.
- Tort!- krzyknęła i pobiegła do telefonu.
Gdy Ludmila wróciła do salonu położyła się na kanapie, kładąc głowę na moich kolanach. Zacząłem gładzić ją po włosach, a ona stwierdziła, że jest zmęczona.
Chwilę później spaliśmy już przytuleni do siebie.
††††††††
Podczas gdy ja gotowałem obiad, Ludmila poszła otworzyć drzwi.
Po dłuższej chwili usłyszałem wołanie narzeczonej.
Wytarłem ręce i ruszyłem do salonu. W drzwiach stała Violetta.
- Federico, czy to co ona mówi to prawda?- spytała Ludmila ze łzami w oczach.
- Nie rozumiem. Co Violetta ci powiedziała?
- Przekazałam jej wiadomość o ciąży Fran- Violetta miała na twarzy uśmiech.
Wciąż nie rozumiałem o co chodzi, więc Violetta kontynuowała.
- Ty jesteś ojcem!
W tym momencie przypomniałem sobie o wydarzeniach sprzed około pięciu miesięcy.
Spojrzałem na Ludmilę. Miała takie smutne oczy, ale zarazem pełne nadziei.
- Pijany byłem...
Twarz Ludmily momentalnie się zmieniła ze smutku w złość. Wściekła narzeczona szybko wybiegła z naszego domu.
- Nie mogłaś najpierw mi o tym powiedzieć?- spytałem wciąż stojącej obok Violetty.
- Nie mogłeś włożyć prezerwatywy?- spytała z uśmiechem, po czym wyszła.
Zamknąłem drzwi i usiadłem na kanapie chowając twarz w dłoniach.
Następnego dnia
Ludmila nie wróciła do domu na noc. Nie dziwię jej się. Gdybym dowiedział się, że będzie miała dziecko z np. Leonem zrobiłbym to samo. Tylko że ciąża Francesci to przypadek, nawet nie jestem pewien czy to prawda. Ojcem może być też Marco...
Wstałem z dwuosobowego łóżka i zszedłem na dół po schodach. Bez Ludmily jest tu tak pusto...
Wyszedłem z domu, by znaleźć ukochaną.
U żadnej z jej przyjaciółek nie znalazłem narzeczonej. Postanowiłem więc wybrać się do jej rodziców.
Zadzwoniłem dzwonkiem do drzwi, a po chwili otworzyła mi Ludmila.
- Daj wyj...- nie dokończyłem, gdyż narzeczona zamknęła mi drzwi przed nosem.
Jak mogę jej to wyjaśnić?
Rozejrzałem się i zobaczyłem uchylone okno na pierwszym pietrze. Szybko wspiąłem się na balkon, a stamtąd jak rasowy włamywacz wszedłem do domu przez okno.
W pokoju leżała Ludmila. Przeglądała jakiś zeszyt, być może pamiętnik.
Usiadłem na łóżku obok ukochanej, a ona podskoczyła wystraszona.
- Ludmilo, daj mi wyjaśnić.
Dziewczynie napłynęły łzy do oczu.
- Nie masz czego wyjaśniać, a teraz wyjdź- powiedziała łamiącym się głosem.
Podszedłem do drzwi i zanim wyszedłem spojrzałem na Ludmile.
- Kocham cię- szepnąłem.
Wychodząc z pokoju dziewczyna złapała mnie za rękę.
Po chwili patrzenia sobie w oczy ukochana puściła moją dłoń, w której znalazłem pierścionek zaręczynowy.
- Odwołaj wszystko- szepnęła.
††††††††
W dzień ślubu, który się niestety nie odbędzie, wyszedłem z domu i usiadłem na ławce pod starym drzewem w ogrodzie. To tu dzisiaj mieliśmy z Lud powiedzieć sobie sakramentalne "tak".
Kiedy prawie miesiąc temu, oddała mi pierścionek, wyjechała z miasta.
Dlaczego?- zadałem sobie pytanie.
Kocham ją, ale już wszystko stracone.
Wyszedłem z ogrodu i udałem się na spacer.
Przechodząc przez ulicę zauważyłem Ludmile. Ale czy to na pewno ona?
Podbiegłem do dziewczyny.
- Ludmila?- spytałem, a dziewczyna się odwróciła.
Tak, to ona.
- Możemy porozmawiać?
Ludmila nie opierając się złapała mnie za rękę i ruszyliśmy w stronę mojego domu. Podczas drogi nie odzywaliśmy się do siebie. Dziewczyna nawet na mnie nie spojrzała.
Usiedliśmy razem na ławce pod starym drzewem.
Już chciałem się odezwać, ale Ludmila krzyknęła i upadła na ziemię.
- Co się dzieje?!- krzyknąłem wyciągając z kieszeni telefon.
Obok mnie przepełzł wąż. Spojrzałem na nogę dziewczyny. Widniały na niej ślady po ukąszeniu.
Zadzwoniłem wtedy na pogotowie.
Czekając na karetkę próbowałem jakoś pomóc Ludmile, ale na darmo. Dziewczyna uspokoiła się i uśmiechnęła. Złapałem ją za rękę. Wiedziałem, że to są nasze ostatnie chwile.
- To byłby idealny dzień na nasz ślub- szepnęła i zamknęła powoli oczy.
- Ludmila, Ludmila! Nie odchodź! Kocham cię! Lud!
Dziewczyna już nie otworzyła oczu.
Funkcjonariusze pogotowia wbiegli do mojego ogrodu, ale dla mnie to nie miało znaczenia.
Straciłem ją. Straciłem ją na zawsze...
Pochowałem Ludmilę w ogrodzie, pod starym drzewem. W sukni ślubnej, a na jej i swój palec włożyłem obrączki.
Ludmila do dzisiejszego dnia leży w ogrodzie. Jak chcecie, możemy ją odwiedzić.
Wstałem powoli z bujanego fotela i wraz z dzieckiem moim i Francesci, Diego i Violetty, Leona i Lary, Marco i Fran, Camili i Broadwaya oraz bliźniakami Natalii i Maxiego wyszedłem do ogrodu.
Ogród był tajemniczy i stary.
- Nikt tu nie wchodził od pięćdziesięciu lat- powiedziałem idąc z dziećmi pod drzewo.
- Dlaczego nie odwiedzałeś Ludmily?- spytała cicho Valeria, córka Violetty i Diego.
Dobre pytanie. Przez pięćdziesiąt lat nie przyszedłem tu. Bałem się? Przecież Lud jest moją miłością. Sam już się nie rozumiem.
Zatrzymaliśmy się nad grobem Ludmily. Obok stała ta sama ławka i rosło drzewo.
- Czy Ludmila była ładna?- spytał Nax.
Uśmiechnąłem się do siebie.
- Była piękna.
W tym momencie zobaczyłem Ludmilę. Wyglądała tak, jak pięćdziesiąt lat temu. Ja też jestem znów młody. Dzieci gdzieś zniknęły. Umarłem?
- Wreszcie możemy być razem- szepnęła idąc w moją stronę w białej sukni ślubnej.
Znaleźliśmy się w ogrodzie. Wszystko wyglądało tak, jak przed jej śmiercią.
Staliśmy przy ołtarzu, który nagle się pojawił.
- Miałaś rację, to idealny dzień na nasz ślub...